ADAM KRÓLIKIEWICZ – SZWOLEŻER, OLIMPIJCZYK, BOHATER. POLECAMY FRAGMENT KSIĄŻKI KRZYSZTOFA MIKLASA
Adam Królikiewicz to jedna z najbardziej niezwykłych postaci polskiego sportu — kawalerzysta, olimpijczyk, bohater narodowy i człowiek o życiorysie, który inspiruje do dziś. Dzięki wyjątkowej uprzejmości Krzysztofa Miklasa, autora książki „Biało-Czerwoni. Opowieści o niezwykłych ludziach sportu” (Wydawnictwo LTW, 2025) możemy zaprezentować na naszej stronie fragment poświęcony właśnie jemu.
Książka zawiera fascynujące biografie sportowców, ludzi odwagi, pasji i charakteru — zarówno tych znanych z aren międzynarodowych, jak i bohaterów zapomnianych lub niedocenionych. Publikowane przez nas fragmenty prezentujemy za wyraźną zgodą autora.

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku w życiu społecznym Polaków powoli, ale systematycznie sport zdobywał sobie prawo obywatelstwa. Igrzyska olimpijskie wskrzeszono z górą 20 lat wcześniej, ale polska flaga miała pojawić się dopiero na wznowionych po wojennej przerwie igrzyskach w Antwerpii w roku 1920. Obrona Polski przed bolszewicką nawałnicą sprawiła jednak, że ci, którzy mieli jechać na igrzyska olimpijskie, stanęli do obrony Ojczyzny. Biało-czerwone barwy pojawiły się więc dopiero cztery lata później.
Igrzyska olimpijskie 1924 roku w Paryżu były niezwykle rozciągnięte w czasie. Rozpoczęły się 4 maja, skończyły 27 lipca. Niemal do końca zdawało się, że Polacy ze swego premierowego występu będą wracać bez medalu. Na tarczy – jak zwykło się mawiać za starożytnymi Grekami, którzy igrzyska w Olimpii przeprowadzali przez ponad tysiąc sto lat. Ale też ze startem Polaków w Paryżu nie wiązano specjalnych nadziei. Ostatni dzień igrzysk niespodziewanie jednak sprawił, że Polacy dwukrotnie stanęli na olimpijskim podium.
Na torze kolarskim Vincennes czwórka fantastycznych kolarzy: Józef Lange, Jan Łazarski, Tomasz Stankiewicz i Franciszek Szymczyk zdobyła wicemistrzostwo olimpijskie w wyścigu na cztery kilometry, a w ostatniej konkurencji, poprzedzającej uroczyste zakończenie na zbudowanym specjalnie na te igrzyska, 60-tysięcznym stadionie w Colombes na obrzeżach Paryża, w jeździeckim konkursie skoków przez przeszkody Adam Królikiewicz na Picadorze zdobył medal brązowy.
Pierwszy szwoleżer Rzeczypospolitej, un cavaliere perfetto, jak go nazwali Włosi, Adam Królikiewicz, w wojskowym mundurze szczęśliwie przeżył dwie wojny światowe i wojnę 1920 roku z bolszewikami, choć zawsze był na pierwszej linii frontu. Pochodził z licznej lwowskiej, mieszczańskiej i niezwykle patriotycznej rodziny. Był szóstym z kolei synem, po nim urodziło się jeszcze dwóch chłopców. I choć wcześnie stracili ojca, a kilka lat później także matkę, wychowali się w duchu patriotycznym marząc o wolnej Polsce. W 1914 roku, mając lat niespełna dwadzieścia, Adam, podobnie jak starsi bracia, wstąpił do Legionów. Wcielony siłą do wojska austriackiego uciekł, nie chcąc walczyć dla zaborcy, jak trzy miliony Polaków zmuszonych do walki w szeregach wrogich sobie armii.
Sześciu starszych braci Królikiewiczów walczyło w Legionach. Adam, tak jak bardzo chciał, trafił do I Szwadronu Ułanów w Pierwszym Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego, choć jedyny koń, na jakim siedział w dzieciństwie, był konikiem na biegunach. Przeszedł cały szlak bojowy, wielokrotnie doświadczał niezwykłych okropności światowej wojny. W ułanach najpierw zdobył siodło, potem Opatrzność zrządziła, że podczas krwawego boju pod Kielcami trafił mu się koń. Był więc już ułanem całą gębą, choć lekko nie było. Podobnie jak bracia walczył w obronie Lwowa, potem, w 1920 roku, w wojnie z bolszewikami. Odznaczony został Krzyżem Walecznych. Nieco wcześniej, w grudniu 1919 roku, ożenił się ze śliczną Tomisławą, z którego to małżeństwa po dwóch latach narodziła się Krystyna, po wojnie wybitna aktorka teatralna. Synem tej pięknej kobiety jest Cezary Harasimowicz, znany scenarzysta, aktor i pisarz.
Tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości pułk szwoleżerów, którym dowodził porucznik Królikiewicz, trafił we Włodawie nad Bugiem do majątku, w którym – w zamian za przyjęcie właściciela do oddziału szwoleżerów – dostał dwa konie: jasnogniadego wałacha i kasztankę. Cesarskie wojsko oceniło je jako mało przydatne. Wałach dostał na imię Jasiek i towarzyszył Królikiewiczowi przez następne lata.

